poniedziałek, 16 czerwca 2014

Matko-jatki czyli dlaczego czasem warto pokłócić się w internecie

I stało się.
Po miesiącach obietnic, układaniu tekstów w głowie i nieustannej bitwie myśli czy aby na pewno jestem jeszcze w stanie doprowadzić do końca cokolwiek co nie jest zmianą pieluchy (też nie zawsze...) zrobiłam to! Założyłam bloga. Nie wierzę.

Żeby nie było - nie bez powodu, naturalnie. Nie chodzi wszak tylko o to, że nudno i trochę głupio, bo jak to tak siedzieć całymi dniami w domu i "nicnierobić". Wypadałoby mieć jakąś pasję, zajęcie po godzinach tudzież w godzin trakcie. Udowodnić sobie, choć może trochę bardziej wszystkim wokół, że jestem kimś więcej niż "tylko" matką (!!!).

Chodzi o klasyczny internetowy statement. Podkuszona przez moją osobistą rodzicielkę przeczytałam jakże interesujący temat w jakże nieinteresującym portalu natemat. Rzeczony temat zainteresowani mogą znaleźć o >TU.

Nie owijając w bawełnę:
Autor sugeruje, że "matka matce wilkiem, bo między kobietami wychowującymi małe dzieci rodzi się niezdrowa konkurencja, objawiająca się przez wzajemne wytykanie błędów, pomyłek i niekompetencji".OK, wiem o co chodzi. Chyba każda z mam, która przeczesuje internet w poszukiwaniu przeróżnych dziecio-pochodnych informacji nieraz trafia na, nie bójmy się użyć tego określenia, istne matko-jatki tudzież matko-walki. Matko-jatki mają różne tematy, spośród których ewidentny prym wiodą: karmienie piersią, usypianie oraz sposób żywienia latorośli.
Tu jednak, bez wstępnych rozważań nad niezaprzeczalnym faktem istnienia matko-jatek, dochodzimy do sedna sprawy. Do tego dlaczego postanowiłam statement poczynić i dlaczego piszę, to co piszę.

Karmienie piersią. Usypianie. Sposób żywienia. Dorzućmy jeszcze do tego szczepienia. To są tematy podstawowe jeśli chodzi o opiekę nad małym dzieckiem. Tematy niezwykle ważne a kontrowersyjne, właśnie dlatego, że ważne. Tak, potrafią wywołać ostre dyskusje i przelew wirtualnej krwi.
Jednak czego większość osób, które matko-jatki krytykują, nie zauważa, jest to dlaczego krew leje się aż takimi strumieniami. Autor artykułu doszukuje się ich przyczyn w wysokich oczekiwaniach wobec matek, w wyścigu szczurów wyniesionym prosto z korporacji i wychowaniu w atmosferze nieustannej konkurencji. Według niego matki kłócą się bo chcą być lepsze od innych matek. I tu właśnie z autorem ja zgodzić się po prostu nie mogę.

Nie twierdzę, że większość z nas, mam, nie chce być najlepsza na świecie w swojej nowo nabytej roli. Ale czy od razu lepsza od innych? Czy ja naprawdę mam to szczęście, że udało mi się trafić, nawet w Internecie, na jakieś matki innej kategorii? Ewenementy natury, matki-hybrydy? Nie, nie sądzę żebym mogła mieć aż takiego farta.
Myślę, że chodzi, jak zwykle, o sposób widzenia.

Otóż, drogi autorze, kiedy widzę na kolejnym forum jak użytkowniczki z godnym podziwu poświęceniem spędzają czas na kleceniu kilometrowych postów przemawiających za tym dlaczego - powiedzmy - warto jest karmić dziecko piersią, jest mi po prostu miło i ciepło na sercu. Wiem, wiem, czasem potrafią polecieć ostre słowa, przytyki, złośliwości godne polityków a nie matko-nimf z niemowlęciem przyklejonym do piersi. Jednak clue sprawy jest tam, gdzie komuś naprawdę chce się poświęcić swój wolny czas na przekonanie innej mamy do obrania słusznej ścieżki.
Komuś się chce wklejać linki, cytować naukowe artykuły, wyszukiwać argumenty i to nie po to żeby zrobić sobie dobrze - ale po to żeby zrobić dobrze czyjemuś dziecku. Dziecku, którego najprawdopodobniej nie widziało się nigdy na oczy. Matko-jatki to nie wrestling ani walki mma, w których rozlew krwi i rozkwaszona twarz oponenta jest finałem samym w sobie. Tu na końcu jest możliwość przekonania kogoś, żeby poszukał głębiej, żeby zastanowił się nad tym czy robiąc to co robi, faktycznie obiera najlepszą z możliwych dróg.

Rodzicielstwo nie jest łatwe. Czasem musimy przyznać się do porażki - ale nie oznacza to, ze jesteśmy gorszymi matkami czy ojcami - a ktoś, kto pomógł nam błąd zrozumieć jest od nas lepszy. Według mnie taki ktoś jest dla nas lepszy.

Dlatego droga mamo, drogi tato, jeśli wchodzisz na forum i widzisz, że ktoś przekonuje Cię, iż:
a) karmienie piersią jest lepsze niż karmienie mlekiem modyfikowanym - posłuchaj argumentów
b) pozostawianie dziecka samego do wypłakania żeby się "nie przyzwyczaiło" nie należy do najlepszych metod - posłuchaj argumentów
c) serwowanie maluchowi koktajlu z danonków, parówek i kinder czekolady nie jest dobrym sposobem na stworzenie zbilansowanej diety - posłuchaj argumentów
d) szczepienie może być okupione powikłaniami - posłuchaj argumentów
e) noszenie dziecka w wisiadle albo - o zgrozo - przodem do świata, może skończyć sie chorobami kręgosłupa - posłuchaj argumentów
itd itd itd...

i zapamiętaj jedno - jesteś najlepszym rodzicem jakiego Twój maluch może mieć a przyznanie się do błędu, pod wpływem słusznej (nawet jeśli ostrej) argumentacji nie jest porażką a sukcesem.

Z pozdrowieniami weteranka matko-jatek,
Maria

2 komentarze:

  1. Jaki dziewiczy blog - teraz będę się musiała postarać, bo przecież pierwszy komentarz nie może odbiegać jakościowo od tekstu powyżej. I też warto byłoby aby coś wnosił do sprawy. Z jednej strony zgodzę się z autorem tekstu, który przytaczasz w blogu, a z drugiej strony cieszę się na twój wpis. Bo ja jestem taką matką wilkiem ?! ale teraz na tą sprawę spojrzałam z innej strony. Ja sama sobie narzuciłam, że ma tak być a wiadomo matka wie lepiej i z góry zakładam, że nikt nie zna moich dzieci lepiej niż ja więc inna matka nie może wiedzieć co dla mojego dziecka jest lepsze. To nie do końca społeczeństwo / tryb życia itd. ma wpływ na takie zachowanie a w dużej mierze my same chcemy być najlepszymy matkami na świecie i czasami zupełnie niepotrzebnie ustawiamy sobie poprzeczkę za wysoko i frustracja gotowa. Nie powinnyśmy się skupiać na świecie i innych matkach a na naszych dzieciach. Dla nich i tak jesteśmy wspaniałe - powiem więcej NAJWSPANIALSZE!!! I to takie przemyślenia po Twoim artykule. Choć jestem matką z 10 letnim bagażem doświadczeń to nadal uczę się jak nią być. I jak nie być matką wilkiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie np wkurzają teksty "i tak jesteś najlepszą mamą na świecie dla swojego dziecka!" dla mnie takie stwierdzenie równa się z np. "dzisiaj też świeci słońce!" czyli oczywista oczywistość, nie wiadomo po co w ogóle wtrącana...
    wiadomo, że nawet matki śpiące na ulicy bezdomne ze swoimi dziećmi są DLA NICH najlepsze dla świecie. I nawet te alkoholiczki. Bo są tych dzieci mamami. I dlatego trzeba im POMAGAĆ. A nie dzieci odbierać. Bo nikt tej matki nie zastąpi. Jest najlepsza bo własna. I tu jest to samo. Oczywiście nikt z nas nie jest z elementu społecznego. Nikt z nas nie chce świadomie dziecku zrobić krzywdy. Właśnie clue - świadomie. Dlatego nieoceniona jest pomoc innych mam. Ich wiedza, doświadczenie, coś co zdążyły ważnego się dowiedzieć, a teraz chcą podlinkować, dzielą się swoim czasem i zdobytymi informacjami. Żeby pomóc. Żeby pokazać, że np. wszędobylski cukier i syrop glukozowo-fruktozowy to zuo. Żeby czytać etykiety. I nikt tu nie sprawi, że musisz się bronić, dowartościować, że i tak jesteś najlepszą mamą. Bo jesteś. A dziś znowu świeciło słońce.

    OdpowiedzUsuń